Pokazywanie postów oznaczonych etykietą recenzja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą recenzja. Pokaż wszystkie posty

25 maja 2011

Niebo jest wszędzie - Jandy Nelson

Z pewnością nie byłoby Ci łatwo przetrwać pierwsze chwile po śmierci bliskiej osoby. Szczególnie jeśli w młodym wieku umiera Twoja jedyna siostra, a jednocześnie najlepsza przyjaciółka. Wtedy wsparcie w cierpieniu jest nieocenione.

Lennie ma dopiero siedemnaście lat. Nie poznała swego ojca, a matka zostawiła ją i jej siostrę Bailey, kiedy były jeszcze bardzo małe. Wychowywana jest przez babcię i jej przyjaciela. Po stracie siostry jedyną osobą, która potrafiłaby zrozumieć jej ból jest chłopak Bailey, Toby. Młodzi spędzają razem coraz więcej czasu, coraz bardziej się do siebie zbliżają. Oboje mają też poczucie winy, że zdradzają Bails.

W tym samym czasie Lennie poznaje Joego. Joe także pragnie wesprzeć ją w jej cierpieniu, ale Lennie wie, że nie zdążył poznać siostry Lennie, więc nie jest w stanie zrozumieć jej bólu po tej stracie. Mimo to Lennie zauważa, że Joe nieodwracalnie wkroczył do jej życia, serca i umysłu, czy tego chce czy nie.

Jedną z niewielu rzeczy, które irytowały mnie w książce była Sarah. Ta niby pozytywnie zakręcona przyjaciółka głównej bohaterki normalnie stałaby się dla mnie symbolicznym przypieczętowaniem powieści do grupy typowej współczesnej literatury młodzieżowej. Stałaby, ponieważ "Niebo jest wszędzie" jest niebanalną opowieścią o poszukiwaniu własnej drogi w obliczy nieszczęścia i konieczności rozpoczęcia nowego życia.

Powieść Jandy Nelson jest bardzo poważna. Wywołuje głębokie emocje i zmusza do refleksji. Nelson stworzyła bohaterkę z osobowością, emocjami i uczuciami. Lennie nie jest rozhisteryzowaną nastolatką, która zbzikowała z samotności po śmierci swojej siostry - idolki, lecz jest dojrzałą dziewczyną, niezapominającą o przeszłości, ale jednocześnie pragnącą dalej żyć, tak, aby realizować swoje marzenia i dążyć do samospełnienia. Jest bohaterką, z którą, z czasem czytania, czytelnika coraz bardziej łączy więź emocjonalna i pragnienie rozwiązania problemów w jej życiu.

Autorka poruszyła w swoim dziele wiele ważnych problemów, o których typowe nastolatki w dzisiejszych czasach bardzo często zapominają. W obecnych czasach na każdym kroku spotykamy się z komercjalizacją uczuć. Powoli zapominamy o takich wartościach jak miłość, przyjaźń, a także wsparcie, empatia czy zwykła pomoc. Nelson w swej poruszającej książce przypomina, że nie liczy się tylko to, co narzucają nam media, lecz prawdziwe znaczenie ma to, co znajduje się we wnętrzu naszego serca i duszy.

Książkę "Niebo jest wszędzie" za jej walory psychologiczne poleciłabym dosłownie każdemu, ale ze względu na fabułę i styl kierowałabym ją szczególnie do nastolatek. Jednak z postacią Lennie myślę, że każdy mógłby się utożsamić. Powieść naprawdę może zmienić nasz dotychczasowy punkt widzenia na życie, nasze i bliskich nam osób. Ukazuje także jak wygląda rozszarpana dusza człowieka, którego życie uległo obrotowi do góry nogami w wyniku jakiejś tragedii.

Jest jedyna w swoim rodzaju. Wyjątkowa.

"Niebo jest wszędzie, zaczyna się u Twoich stóp"


 


~ ~ ~                            ~ ~ ~


Przepraszam Was za moją nieobecność i za zaległości w odwiedzaniu Waszych blogów. Postaram się to wszystko ponadrabiać w najbliższym czasie. Na swoje wytłumaczenie nic nie mam, bo przez ten czas leniłam się nad morzem :)

 





Mrzeżyno 2011
photo by Madeleine

17 kwietnia 2011

Dżozef - Jakub Małecki

"Dżozef" - Pablowa ocena 10/10 zadecydowała o moim niezwłocznym zapoznaniu się z tą właśnie pozycją Jakuba Małeckiego. Od tej książki wymagałam bardzo wiele i z czystym sumieniem mogę powiedzieć, że nie rozczarowała mnie!

Kim jest Dżozef? Wciąż sama zastanawiam się, czy czytając tę książkę tak naprawdę mamy okazję go poznać. Z pewnością jednak poznajemy czwórkę pacjentów jednego z warszawskich szpitali. Są to ludzie z różnych środowisk. Głównym bohaterem, narratorem, jest dwudziestokilkuletni Grzechu, chłopak z dresiarskiego środowiska, ale w głębi duszy porządny i zrównoważony człowiek. Jego znajomi ze szpitalnej sali to kolejno Maruda, Kurz i ostatni, który dołączył - Czwarty. Mijają kolejne leniwe szpitalne dni... aż do momentu, kiedy zaczynają znikać drzwi i korytarze wewnątrz budynku. Równocześnie Czwarty, mocno gorączkując rozpoczyna opowieść. Smutną opowieść o małym chłopcu, jego rodzinie i upiornym Koźle Drewniaku.

Wkrótce akcja zaczyna toczyć się na dwóch płaszczyznach. W obu wątkach z czasem coraz bardziej rośnie napięcie. Czytając "Dżozefa" idealnie można wczuć się w sytuację. Choć wydaje się ona dość nieprawdopodobna, to styl i sposób opowiadania potęguje uczucie grozy i czyhającego niebezpieczeństwa, strachu i chorej ciekawości: co będzie dalej?

Autor w swojej powieści miesza różne style. Spotykamy wyrażenia typowo blokerskie, język prosty i neutralny, a także Conradowskie cytaty. Wszystko to idealnie zgrywa się 'na planie' "Dżozefa". Nie ma co, Małecki po prostu ma talent!

Przekaz, który odnajdujemy w powieści jest bardzo wyraźny. Z jednej strony dostrzegamy historię człowieka o zrujnowanym życiu, a z drugiej strony, odkrywamy, że nie można jednostajnie przez lata żyć, męcząc się ze swoją rzeczywistością, lecz wziąć sprawy w swoje ręce i zawalczyć! Z książki wypływa morze mądrości życiowych. Ale co tu dużo mówić... przekonacie się sami.

Zakończenie, choć samo w sobie zbytnio zaskakujące nie jest, to tak naprawdę było poruszające. Autor nie pozostawił żadnych niezamkniętych wątków, niedomówień. Zatem cała powieść, wszystkie jej płaszczyzny, od początku do końca tworzą doskonałą i niepowtarzalną całość.

Jednym słowem pan Małecki miał niebanalny pomysł, który świetnie wykorzystał tworząc tę genialną i emocjonującą powieść. Za to dziękujemy, gratulujemy i prosimy o jeszcze! :D

3 kwietnia 2011

Ksiądz Rafał. Niespokojne czasy - Maciej Grabski

 "Gdyby serialowego Ojca Mateusza umiejscowić w Wilkowyjskiej scenerii "Rancza", a wszystko to przenieść w lata siedemdziesiąte, jak nic otrzymalibyśmy... Księdza Rafała!"
Tak rozpoczęłam recenzję debiutanckiej powieści Macieja Grabskiego. "Ksiądz Rafał. Niespokojne czasy" to druga książka w dorobku literackim tego pisarza. Równie udana!

Jak łatwo się domyśleć, mamy do czynienia z kontynuacją losów przesympatycznych bohaterów pierwszej części opowieści o Gródku. W mieścinie jednak wiele się zmienia. Tytułowe niespokojne czasy naprawdę dają o sobie znać. Świat dookoła staje się groźny. Zza każdego rogu czyhają niebezpieczeństwa. Co począć?!

Ksiądz Rafał zawsze da sobie radę :)

W fabułę książki pan Grabski wplótł więcej wątków sensacyjnych niż w pierwszej części. Dzięki temu akcja jest bardziej napięta, ale oczywiście książkę czyta się równie miło i chętnie pochłania się kolejne strony.

Dodam jeszcze, że w tej części przeczytamy wiele o Mai, młodszej siostrze księdza, której postać wzbudziła we mnie ogromną sympatię.

Autor książki posiadł niezwykłą umiejętność selekcji informacji. Opisuje nie to, co najważniejsze, lecz to, co najciekawsze. Przykładowo: o samej wigilii Bożego Narodzenia wspomina tylko w jednym zdaniu - że się odbyła. Zaś na ciekawe sytuacje mając miejsce podczas przygotowań poświęca wiele stron. Dzięki temu nie brnie w żmudne opisy uroczystości, które przecież sami dobrze znamy z własnego corocznego doświadczenia, lecz opisuje sytuacje zabawne i niecodzienne.

Ale wróćmy do samej książki. Jej klimat jest utrzymany w klimacie pierwszej części. Z pewnością powinni ją przeczytać ci, których zachwycił 'Ksiądz Rafał'. A wszyscy, którzy jeszcze o nim nie słyszeli, albo nie mieli okazji przeczytać:
Marsz do księgarni i czytać obie części! Obowiązkowo! :D

Serdecznie polecam! :)

11 marca 2011

Feral - Kate Wild

Życie, byt, istnienie - można odczytywać w różnych kategoriach.

Życie człowieka to jednak z jednej strony biologiczne funkcjonowanie jego organizmu, a z drugiej - świadomość, która kształtuje osobowość, a także rządzi emocjami i uczuciami. Kiedy pozbawieni zostajemy jednej z tych dwóch najważniejszych płaszczyzn naszej egzystencji, normalne funkcjonowanie w społeczeństwie nie jest do końca możliwe. Tak i było w przypadku Feral...

Feral jest chimerą.

Cóż to takiego?

W naszym świecie nie istnieją. A jeśli nasz świat nie do końca jest światem prawdziwym? Jeśli to, co nazywamy codziennością, jest tylko niewielką cząstką rzeczywistości?

Wyruszmy zatem w fascynującą podróż w głąb mrocznego Nowego Miasta - Nowej Atlantydy.

"[Jej mieszkańcy] chcą stworzyć idealne społeczeństwo. Utalentowani i inteligentni będą na szczycie, obsługiwani przez tych mniej uzdolnionych. Wszystko będzie kontrolowane. Żadnej przemocy, żadnych wojen. Nieroby umrą z głodu, jeśli nie wezmą się do pracy. Przestępcy będą karani zgodnie z przewinieniami, oko za oko, ząb za ząb, więc nie będzie zbrodni."

Nowa Atlantyda nie jest jednak tak wspaniała, jak się prezentuje. To właśnie tam powstają istoty, które bez skrupułów maja zabijać przeciwnika. To tam powstają istoty pozbawione sumienia, których nie nauczono co to są uczucia. 'Miasto' to świat zupełnie inny od tego, który znamy z codziennego doświadczenia. To świat, który nie pozwala na słabości i upadki, nie pochyla się nad cierpiącymi, głodnymi i chorymi. Nie wyciąga pomocnej dłoni. Wymaga, ale nie oferuje nic w zamian.

Feral jest chimerą.

Chimerą, czyli człowiekiem, któremu wszczepiono geny wilka. Ludzką postacią zawładnął umysł dzikiego drapieżnika, który pragnie atakować wrogów i bezlitośnie pokonywać słabszych, ale jednocześnie bratersko wstawiać się za swoimi pobratymcami. Feral żyje w tym sztucznym, zatrutym przez nieustanne dążenie do ogarnięcia władzą całego świata, społeczeństwie.

Wyszkolona zabójczyni wszystkiego co słabsze dostrzega zło swego świata, w momencie, kiedy staje przed strasznym wyborem. Może ochronić niewinnego człowieka przed gniewem przełożonych, jednocześnie przeciwstawiając się wyznawanym przez szesnaście lat życia wartościom, lub też pozostać wierna wpajanym przez całe życie ideałom, a w zamian skazać na śmierć osobę, która na nią nie zasługuje, gdyż znalazła się w Mieście przypadkiem, nie będąc w pełni świadoma nawet tego, co się z nią stało.

Kate Wild w swojej powieści poruszyła kwestię samotności i braku miłości w okresie dzieciństwa i dojrzewania bohaterki. Feral od urodzenia żyła w rygorze. Za każde, nawet najdrobniejsze przewinienie była surowo karana karami cielesnymi. Musiała być posłuszna, punktualna i niezwykle sprawna fizycznie. Kadeci Nowej Atlantydy nie mogą żyć swoimi uczuciami. Nie mają bliskich osób. Dopiero kiedy Feral przeniosła się do prawdziwego świata, odkryła, że istnieją ludzie, którym na niej zależy, którzy postrzegają ją jako rodzinę, przyjaciółkę, a nie tylko jako maszynę do zabijania, wreszcie którzy ją kochają.

Kate Wild udało stworzyć się powieść głęboką i wzruszającą, która w żadnym stopniu nie przypomina współczesnej prozy 'wampirycznej'. Poza ciekawą i wartką akcją niesie pewne przesłanie.

To naprawdę interesująca i pochłaniająca pozycja dla każdego. Moja ocena - najwyższa.


26 lutego 2011

Pałac - Wiesław Myśliwski

Bohater, jedyny realny w fikcyjnej rzeczywistości "Pałacu", wraz z nadejściem wojny pozostaje sam we wsi, sam w wielkiej posiadłości. Ogrom pałacu. Niezliczone komnaty, których nigdy nie widział i nawet nie wiedział o ich istnieniu. Pustka, przeraźliwa pustka. Tylko Jakub. I jego myśli. Oto z czym dane było zmierzyć się zwykłemu pasterzowi.

Zasiadając w fotelach i oglądając uwiecznione na płótnach wydarzenia, bohater wyobraża sobie jedynie co by robił, gdyby dane było mu wcielić się w rolę arystokraty. Następnie sam doświadcza 'bycia' władcą. Istniejący tylko w jego głowie lokaje i służący wkrótce wykonują jego polecenia i spełniają jego prośby. Odwiedzają go inni możni, z którymi dyskutuje o problemach natury osobowościowej. W końcu przytacza też wspomnienia z okresu swego panowania, którego tak naprawdę przecież nie było.

"Pałac" jest przykładem mieszania się fikcji z rzeczywistością. Czytelnik, wystawiony na próbę, zaczyna zastanawiać się, czy to, co czyta, dzieje się naprawdę w fabule książki, czy tylko i wyłącznie w głowie Jakuba.

'Wiesław Myśliwski za pomocą żywego monologu bohatera ukazuje pełną napięć dynamikę ludzkiej świadomości' - [wyd. Znak]. W powieści panują zmienne nastroje. Raz bohater radzi cieszyć się z życia, później twierdzi, że nie ma ono sensu. W całej książce spotykamy się z różnymi życiowymi problemami, poruszamy kwestię życia i śmierci, czasu, wychowania, starości, wolności, pamięci, miłości i wielu innych aspektów ludzkiej egzystencji. Powieść pokazuje, że tak naprawdę wszystko zależy od naszego spojrzenia na świat. Myślenie nie może być nam narzucone z góry. Chociaż w wielu sytuacjach jesteśmy przymuszeni do wykonywania różnych czynności, to tak naprawdę to, jak je postrzegamy zależy od nas samych.

Warto wspomnieć też o wydaniu. Jest to bardzo ładnie oprawiona w twardą oprawę książka. Okładka owinięta jest dodatkowo obwolutą. Także wewnątrz kartki są z dobrej jakości papieru. Osobiście tym, co mnie najbardziej do przeczytania tej książki zachęciło był tytuł i okładka. Tak ładną książkę warto mieć na swojej półce :)

"Pałac" jako powieść psychologiczna z pewnością jest dla czytelnika wielkim wyzwaniem. Pomimo, że brakuje wartkiej akcji i fabuły, warto, aby każdy spróbował zmierzyć się z tą książką, z nadzieją, że pokaże ona czytelnikowi nowy kąt patrzenia na świat, lecz bez względu na to, czy to spojrzenie miałoby stać się jego własnym. "Pałac" wprowadza w melancholię, wywołuje wiele refleksji i pobudza do rozmyślań. Myślę, że jest oryginalnym sposobem na oderwanie się od nieustannej życiowej gonitwy.

Przeczytanie jej polecam głównie tym, których interesuje psychologia i ludzka osobowość.



22 lutego 2011

Złoto Spartan - Clive Cussler

Dwoje bohaterów na tropie tajemniczej zagadki mogącej podważyć dotychczasową wiedzę o początkach europejskich cywilizacji - tak w kilku słowach można pokrótce opowiedzieć o tej książce. Ale... mówmy więcej!

"Złoto Spartan" zainteresowało mnie już samym tytułem. Brzmi on przygodowo i tajemniczo. Po przeczytaniu krótkiego opisu wiedziałam, że to coś dla mnie. Tak oto, jako pierwszy w moje ręce autorstwa pana Cusslera, trafił prześwietny sensacyjno-kryminalny thriller na szerokim tle historycznym.

W powieści na samym już, prawie, początku poznajemy miłe i radosne małżeństwo, Remi i Sama Fargo, którzy całe swoje życie poświęcają na rozwiązywanie tajemniczych zagadek. Remi i Sam to ludzie sympatyczni i dobroduszni, a przy tym niezwykle szczęśliwi. Połączyła ich wspólna pasja, wzajemne zrozumienie i poczucie humoru. Otacza ich gromada równie bezinteresownych i miłych osób. W rozmowach między tymi bohaterami wszystko jest oczywiste i naturalne - zero zakłamania, fałszu i naiwnej gry. Czytając "Złoto Spartan" odczuwamy, jakbyśmy to my uczestniczyli w rozmowach, jakbyśmy to my właśnie wraz z bohaterami brali udział w wydarzeniach. Przygoda książkowa staje się naszą przygodą.

Akcja książki bardzo szybko mknie do przodu, co oczywiście powoduje ogromną ciekawość czytelnika co do przyszłych wydarzeń. Autor jednak z umiarkowaniem wprowadza nowe postacie. Dzięki temu umożliwia nam dokładne poznanie osobowości poszczególnych bohaterów, a jednocześnie nie wrzuca nas w wir postaci, w którym moglibyśmy się pogubić.

Osobiście wielką sympatię wzbudził we mnie autor, nadając jednemu z epizodycznych bohaterów swoje nazwisko. Pomimo, iż Fargowie spotykają go na swej drodze tylko raz, prowadzą z nim rozmowę przez zaledwie dwie strony, a 'Cussler' nie wnosi do fabuły zbyt wielu szczegółów, staje się dzięki temu zabiegowi postacią, o której się nie zapomina.

"Złoto Spartan" nie jest książką, w której przez cały czas główna myśl krąży wokół jednego problemu, a pod koniec nagle TRACH! i wszystko jasne. W tej powieści bohaterowie co rusz odkrywają nowe zagadki, pokonują kolejne przeszkody, dowiadują się nowych rzeczy. Napięcie towarzyszy przez całą książkę, ale ze względu na rozbudowany motyw powieści jest to książka, do której można powrócić bez myśli: 'przecież i tak wiem jak się skończy'.

Podsumowując, dzięki tej książce nabrałam przekonania, że jeśli kiedykolwiek zetknę się z innymi powieściami Clive Cusslera na pewno nie przejdę wobec nich obojętnie i zagoszczą one w moim czytelniczym kąciku. Mam nadzieję, że nastąpi to już wkrótce :)

Polecam!

1 lutego 2011

Maska - Dean Koontz (nie-recenzja)






Zło nie jest nieznajomym bez twarzy,
mieszkającym w odległym sądziedztwie.
Zło ma zdrową, znajomą twarz,
Wesołe oczy i otwarty uśmiech.
Zło chodzi wśród nas, nosi maskę,
która wygląda jak twarze nas wszystkich.
Księga policzonych smutków





Zło
Każdego z nas otacza choć najmniejsza cząstka zła. Ujawnia się wtedy, kiedy najmniej się tego spodziewamy. Zło poznajemy w ludziach, z którymi jesteśmy bardzo blisko, którym ufamy. Zło dostrzegamy tam, gdzie do tej pory panowało dobro. Zło jest w każdym z nas, nawet jeśli nie zdajemy sobie z tego sprawy.

Przeszłość
Każda chwila... Nastaje, trwa i odchodzi w niepamięć. Czas zmienia ludzi, leczy rany, nieustannie kroczy swoją własną drogą wprzód. Mija kolejne sekundy, minuty, wciąż przechodzi koło ludzkich uciech, radości, a także cierpień i tragedii. Czas mija. I nie zatrzymuje się. Nie pochyla się nad cierpiącymi, nie pozwala zatrzymać chwil szczęścia. Nieubłaganie mknie przed siebie, nie odwracając się w tył. Nie bacząc na to, co miało już miejsce, nie pozwalając tego zmienić.

Śmierć
Choć ani razu nie przeżyliśmy jej na własnej skórze, jest doświadczeniem niezwykle bliskim. Na co dzień obcujemy z ludźmi, mijamy tak wielu przechodniów na ulicach i deptakach, w parkach, centrach handlowych, w firmach i szkołach. Śmierć jest dla nas pojęciem abstrakcyjnym. Jednak wokół nas w każdej sekundzie umierają ludzie, pozostawiając po sobie całe dotychczasowe życie nam, powiernikom ich dalszego losu. To my, żyjący, odpowiadamy za pamięć o nich. Świat jest wielkim cmentarzyskiem ludzkich dusz, historii i wspomnień.

Życie
...zależy od nas.


__

17 stycznia 2011

Ksiądz Rafał - Maciej Grabski

Gdyby serialowego Ojca Mateusza umiejscowić w Wilkowyjskiej scenerii "Rancza", a wszystko to przenieść w lata siedemdziesiąte, jak nic otrzymalibyśmy... Księdza Rafała!

Oczywiście nie mam tutaj na myśli tego, że fabuła jest przewidywalna. Wręcz odwrotnie. Książka bardzo oryginalnie opisuje zabawne perypetie mieszkańców małej mieściny, jaką jest Gródek. Mieszkańcy wioski od lat się znają, wiedzą o sobie niemal wszystko, nie mają przed sobą żadnych tajemnic. Owszem, zdarzają się kłótnie i waśnie, ale one tylko dodają uroku niesamowitemu klimatowi Gródka.

Do niedawna ścisłą częścią tej społeczności był ksiądz Stanisław. Proboszcz jednak stary i schorowany, umarł. Na jego miejsce przydzielony został ksiądz Rafał. Nie lada wyzwaniem dla niego będzie teraz zastąpić ludziom proboszcza, do którego byli przywiązani, i którego od lat znali. Obcy dla nich ksiądz musi teraz godnie wkroczyć na jego miejsce i godnie kontynuować jego dzieło.

"Ksiądz Rafał" jest bardzo przyjemną i lekką powieścią obyczajową. Szybko się ją czyta, chociaż chciałoby się, aby była jak najdłuższa. Akcja powieści umiejscowiona jest w PRL-owskiej Polsce, w której ciągle wszystkiego brakuje. Osobiście realiów tamtego świata nie znam, ale pan Maciej Grabski opisuje je bardzo lekko, przez co lektura zdecydowanie nie jest męcząca. Chociażby problem braku opału na zimę już doprowadza do zabawnych sytuacji.

Książka jest napisana w miły sposób. Sympatyczne postacie i często ich niebanalne wypowiedzi są doskonałym sposobem na poprawę humoru. Jest to pozycja na każdą chwilę, na każdy humor i na każdą okazję.

To książka dla każdego - dla młodego i starszego. Ludzie starszego pokolenia chętnie pewnie powspominają "stare, dobre czasy", kiedy to chleb wypiekano w domowych piecach i co dzień rano przynoszono świeże mleko od krowy. Młodzi z kolei będą mieli możliwość bliższego poznania świata, w którym nie dane im było się narodzić. W obecnych czasach świat bez namysłu gna do przodu, a każde święto i każda inna okazja jest sposobem, aby zrobić jakiś biznes. W świecie, który kręci się głównie wokół mediów, kariery i pieniędzy, bardzo przyjemnie jest oderwać się od tego nieustannego pościgu i przenieść się choć na chwilę w czasy, w których ludzie traktowali się wzajemnie z większym szacunkiem, bezinteresownie sobie pomagali i cieszyli się każdą ofiarowaną im chwilą życia.

"Ksiądz Rafał" jest pełen pozytywnych emocji. Emanuje dobrem, ciepłem i radością. Zdecydowanie zapraszam do zapoznania się z jego treścią, gdyż naprawdę warto poświęcić te kilka chwil, które w jego towarzystwie z pewnością okażą się niezapomnianymi. Polecam!!!





"Ksiądz Rafał" na LubimyCzytać.pl

8 stycznia 2011

Kłamstwa - Jonathan Kellerman

Czy martwa kobieta, znaleziona we własnym domu wraz z nagraniem ujawniającym brutalną prawdę o jej życiu została z zimną krwią zamordowana, czy popełniła samobójstwo? Czy są osoby, którym mogło zależeć na jej śmierci? Oto kolejna zagadka dla słynnych detektywa Milo Sturgisa i psychologa Alexa Daleware.

Wśród ogromu kryminałów, w których trwają nieustanna walka z czasem i mordercą "Kłamstwa" można uznać za powieść stosunkowo spokojną jak na ten gatunek. Akcja toczy się głównie wokół poszukiwań sprawcy, detektywi po kolei odkrywają nowe dowody, przesłuchują kolejnych świadków i podejrzanych.

Książkę czyta się bardzo przyjemnie. Dzięki narracji doktora Alexa mogłam świetnie wczuć się w akcję. Czytając tę powieść odnosiłam wrażenie, że siedzi on w fotelu obok i opowiada mi całą historię.

Prawie cały czas "na scenie" nierozłącznie znajdują się Milo i Alex. Milo jest porywczy, impulsywny, jego spontaniczne wypowiedzi często rozweselają czytelnika. Z kolei Alex jest bardziej zrównoważony, lepiej panuje nad emocjami, często sprowadza Mila na ziemię. Bo w końcu niecodziennie, pod wpływem krótkiej wymiany zdań z komendantem, funkcjonariusz rzuca mu swoją odznakę pod nogi i oznajmia, że się zwalnia. Milo i Alex to wielcy przyjaciele, którzy wspierają się w każdej chwili, a ich przyjaźń możemy obserwować na kartach książki.

Jonathan Kellerman wprowadza do powieści bardzo dużo postaci. Często zmieniają się podejrzenia co do sprawcy. Dlatego pod koniec powieści musiałam się chwilami zastanawiać kto kim jest. Wśród tylu przemiennie używanych nazwisk, imion i inicjałów w pewnym momencie naprawdę można się zaplątać.

"Kłamstwa" pokazują, że nie zawsze to, co chcieliśmy wywołać złymi działaniami uda się nam osiągnąć. Bezpodstawne oskarżanie o coś innych lub wyolbrzymianie ich win może doprowadzić do nieoczekiwanych wydarzeń. Książka udziela powszechnej, ale bardzo mądrej nauki: Chcąc coś zyskać wykorzystując do tego i raniąc przy tym nic nie znaczących dla nas ludzi, możemy skrzywdzić nie tylko ich, ale także siebie i swoich bliskich.

Moim zdaniem jest to bardzo ciekawa książka, miło się ją czyta, fabuła nie jest zbyt zawiła, ani skomplikowana. Z pewnością zaciekawi miłośników podobnych książek, ale myślę, że spodoba się też tym, którzy na co dzień kryminałów nie czytają. Generalnie polecam.


Książkę otrzymałam od wydawnictwa Amber





"Kłamstwa" na LubimyCzytać.pl

31 grudnia 2010

Echo Park - Michael Connelly + NEW YEAR

Wszyscy ludzie popełniają błędy. Czasem świadomie, a czasem nie. Wielu błędów nie da się już naprawić. Choćbyśmy stawali na głowie, czasu nie cofniemy. Kiedy odkryjemy, że przez nasze niedopatrzenie zginęło wielu niewinnych ludzi, pomyśleć możemy, że nie ma dla nas ratunku, że teraz my powinniśmy ponieść konsekwencje swego czynu.

W takiej sytuacji postawiony został Harry Bosch, bohater "Echo Parku". Dowiaduje się, że 13 lat wcześniej popełnił olbrzymi błąd w śledztwie dotyczącym tajemniczego zniknięcia Marii Gesto. Jej ślad nagle się urwał, nigdy nie odnaleziono jej ciała, nigdy nie dorwano sprawcy.

Zatrzymany na terenie Echo Parku mężczyzna Raynard Waits, w którego samochodzie znaleziono poćwiartowane zwłoki dwóch młodych kobiet, postanawia pójść na układ z prokuratorem, przyznać się do 9 zbrodni w zamian za co darowana mu będzie kara śmierci - całe życie spędzi w więzieniu.

Wkrótce sam Bosch odkrywa, że przed trzynastu laty wraz ze swoim wspólnikiem przeoczyli ważny ślad, nie sprawdzili danych człowieka, który telefonował na komisariat z informacją, że widział Marie Gesto na terenie Echo Parku.

Michael Connelly, jako dziennikarz kryminalny nie raz przyglądał się pracy policjantów. Dzięki temu wyraźnie i dokładnie opisuje pracę śledczego z wydziału zabójstw. Jaki w wielu innych kryminałach i powieściach sensacyjnych, taki i w "Echo Parku" poza głównym wątkiem oskarżonego, śledztwa i poszukiwań natrafiamy na głęboką analizę prywatnego życia głównego bohatera. Connelly pokazuje, jak praca w policji wpływa na psychikę funkcjonariuszy. Harry Bosch nie może pogodzić się z tym, że niektórych spraw nie udaje się rozwiązać, czuje się w takich przypadkach pokonany. Wie, że tym samym mimowolnie wciąż daje rodzinom ofiar nadzieję na ich odnalezienie, nadzieję na zatrzymanie przestępców.

Harry non stop obcuje ze złem. Dostrzega je i stara się je zwalczać. W momencie, kiedy staje sam na sam z mordercą, zauważa, że zło zaczyna wpływać także na niego. Nie potrafi zapanować nad swoimi emocjami. Jest to skrzywienie psychiki wynikające z nieustannego przebywania wśród rodzin ofiar, policjantów, morderców. Wśród pustych, szklanych, wypranych z emocji spojrzeń, nieruchomych ciał, wśród zakurzonych akt krok po kroku opisujących przebieg wydarzeń, wśród sprawców i świadków uczestniczących w lokalnych wizjach.

Tym, co spowodowało, że sięgnęłam po "Echo Park" był przede wszystkim tytuł. Echo Park... brzmi bardzo tajemniczo. (Początkowo nie skojarzyłam, że chodzi o nazwę dzielnicy Los Angeles ;D) Podchodząc bliżej przyjrzałam się okładce. Spowite mgłą alejki parku, w oddali między drzewami przebija się światło, na jednej z gałęzi widzimy pustą huśtawkę, wręcz dostrzegamy jak porusza nią wiatr... Myśląc o "Echo Parku" jako o przeczytanej już książce nasuwa mi się, jak zresztą nierzadko, pewna myśl: "A wszystko to za sprawą okładki...". Mam nadzieję, że każdy kto dostrzeże zewnętrzne piękno tej książki, będzie chciał zajrzeć do jej wnętrza, ponieważ już za pierwszą stroną czeka także spowita mgłą tajemnic i intryg ciekawa lektura, na którą zdecydowanie warto poświęcić kilka chwil...


"Echo Park" na LubimyCzytać.pl





♪ ♪ ♫ ♪ ♪ ♫
... AND A HAPPY NEW YEAR ! ! !
♪ ♪ ♫ ♪ ♪ ♫

27 grudnia 2010

Prędkość - Dean Koontz

Często stajemy przed różnymi wyborami. Musimy podjąć decyzje, których nikt za nas nie podejmie. Czasem chodzi o błahostkę, czasem o sprawę poważniejszą, ale kiedy w grę wchodzi ludzkie życie, a to Ty musisz zadecydować kogo z wybranych osób chronić przed śmiercią, skazując na nią tym samym drugą osobę, sytuacja wymyka się spod kontroli.

Nieodparta pokusa sięgnięcia po kolejną książkę Deana Koontza sprawiła, że znów odkładając kilka niezmiernie intrygujących pozycji, wybrałam właśnie "Prędkość".

Billy'ego poznajemy w wieku trzydziestu kilku lat. Prowadzi spokojne życie barmana. Nie wiemy nic o jego przeszłości. Wkrótce dowiadujemy się, że jego ukochana Barbara od dłuższego czasu leży w śpiączce w szpitalu. Jego rodzice nie żyją od lat. Billy wiedzie samotne życie, nie ma zbyt wielu znajomych, mieszka sam na uboczu miasteczka. Dawniej bohater pisał nowele i powieści, jednak z czasem, kiedy Barbara zapadła w śpiączkę, Billy stracił inspirację. Jego życie zaczęło gasnąć.

Pewnego dnia, bohater za wycieraczką samochodu znajduje kartkę:

"Jeśli nie przekażesz tego listu policji i ich w to nie zaangażujesz, zabiję uroczą blond nauczycielkę gdzieś w okręgu Napa. Jeśli przekażesz ten list policji, zabiję zamiast tego starszą panią zaangażowaną w działalność charytatywną. Masz sześć godzin na podjęcie decyzji. Wybór należy do ciebie."

Od tego listu wszystko się zaczyna. Wszystko, czyli szalony wyścig z czasem, ucieczka przed mordercą, próba ochrony kolejnych ofiar. Kiedy Billy spostrzega, że zabójca próbuje wrobić go w popełnione przestępstwa, jest już za późno, aby informować policję. Teraz musi on jeszcze maskować swoje własne, acz pozostawione przez mordercę ślady.

Poza swobodnością, płynną akcją i niezwykle realistycznymi dialogami, kolejnym fenomenem Deana Koontza jest nieprzewidywalność jego powieści. Czytając wiele kryminałów możemy podejrzewać kim tak naprawdę jest przestępca, domyślamy się przyszłych wydarzeń... W powieściach Koontza takie myśl nawet nie przychodzą do głowy. Po prostu żyjemy tym, co czytamy. "Prędkość" niejednokrotnie zaskakuje. Ciągle trafiamy na jakieś niespodzianki, które nie sposób było przewidzieć. Całą prawdę odkrywamy na kartach książki.

Koontz poprzez tę właśnie powieść pokazuje nam, że nie należy ciągle żyć przeszłością. Owszem, trzeba o niej pamiętać, ale także zacząć żyć chwilą. Dostrzegamy także, że siłę na nowe życie może dać nam inny człowiek, wiara w niego. Gdyby nie obecność Barbary w życiu Billy'ego, dawno popadłby on w ruinę. Człowiek często nie zdaje sobie sprawy, że to wiara w innych ludzi może być podstawą ich własnego życia. To właśnie ukochana daje Billy'emu siłę, chęć życia i walki. Dzięki niej zmienia się on w lepszego człowieka, zyskuje przyjaciół i zaczyna budować swoje nowe szczęśliwe życie.

Wszystkim miłośnikom kryminałów polecam. Oczywiście fanom Deana Koontza również. Zaś tym, którzy do jego utworów nie są jeszcze przekonani z czystym sumieniem powiem, że mogą swoją znajomość z powieściami tego pisarza rozpocząć właśnie od "Prędkości". Nie zawiedziecie się!



20 grudnia 2010

Ludzka przystań - John Ajvide Lindqvist

Przyciągająca oko okładka, od której bije magia... Tajemniczy opis na odwrocie, mówiący o ojcu szukającym zaginionej córeczki...

Ale nie, to nie było zwykłe zaginięcie. Sześcioletnia Maja po prostu zniknęła. Spuszczona z oczu na kilka sekund na wielkiej tafli lodu. Po chwili już jej nie było. Przestrzeń zbyt ogromna, aby mogła odejść, schować się. Żadnej przerębli w zasięgu wzroku, do której dziewczynka mogłaby wpaść. Jak to się stało, że ślady Mai nagle się urywają? Na to pytanie nikt nie potrafi odpowiedzieć.

Wydanej przez wydawnictwo Amber "Ludzkiej Przystani" pióra Johna Ajvide Lindqvista, autora niezwykłych horrorów psychologicznych, których część doczekała się już adaptacji filmowych, stawiałam dość wysokie wymagania. Z czystym sumieniem mogę powiedzieć, że książka ta mnie nie zawiodła.

Akcja powieści rozgrywa się wśród malowniczych krajobrazów skandynawskich fiordów i szkierów. Wyspę Domarö ze wszech stron otacza morze. Morze - istota martwa, ale świadoma. Świadoma tego, co się dzieje dokoła. Morze pamięta o pakcie, który przed wiekami zawarli z nim rybacy. Co roku składali w ofierze jednego człowieka, w zamian za co oczekiwali ogromnych połowów ryb. Tragiczne reguły paktu wkrótce przestały być przestrzegane. Po latach morze znów przypomniało sobie o złożonej mu obietnicy. Mieszkańcy wyspy zaczęli łączyć tajemnicze zniknięcia z wydarzeniami z przed lat.

"Ludzka Przystań" jako powieść psychologiczna, pokazuje dwa różne przykłady zachowania się rodziców po utracie dziecka. Matka Mai wyjechała jak najdalej od swego domu, aby w innym otoczeniu zapomnieć o tym koszmarnym wydarzeniu i rozpocząć nowe życie. Na miejscu zostawiła Andersa, ojca dziewczynki, który chciał córeczkę odnaleźć. Nie radząc sobie z problemami zatapiał je w kolejnych butelkach alkoholu. Z czasem jednak, kiedy dostrzegł, że nie jest to sposób na rozwiązanie kłopotów, podjął walkę. Walkę o życie swoje i o życie swojej córki. Nie tracił wiary w to, że Maję uratuje. Pragnął szukać jej tak długo, aż uda mu się tego dokonać.

Niepotrzebną w całej książce postacią wydaje mi się Spiritus. Żywiący się śliną robak odgrywa rolę pośrednika między człowiekiem a wodą w szerokim tego słowa znaczeniu. Według mnie jest to nieco nierealne i odrobinę naciągane. Spiritus jednak dość rzadko pojawia się w treści, a jego wątek jest nieszkodliwy. Postać ta moim zdaniem jest trochę zbyteczna, chociaż z drugiej strony jej fikcyjność nadaje książce bardziej fantastycznego charakteru.

Książka niesie pewne przesłanie. Udowadnia, że nie należy się poddawać na samym początku, albo przy pierwszym niepowodzeniu. Pokazuje, że wszystko można zmienić, wystarczy tego chcieć i wykonać jakiś krok, aby to zrealizować.

"Ludzka Przystań" kierowana jest do ludzi dojrzałych. Takich, którzy jej przesłanie zrozumieją. Młodszym może wydawać się trudna, ciężka. Kiedy jednak dostrzeżemy to, co autor chce nam przekazać, książka okazuje się bardzo interesującą lekturą. W jej treści człowiek każdego pokolenia będzie potrafił się odnaleźć.

Z czystym sumieniem polecam wszystkim, którzy lubią tego typu literaturę. Dla tych, którzy na co dzień czytają książki o innej tematyce "Ludzka Przystań" będzie z pewnością miłą odmianą.


2 grudnia 2010

Twarz - Dean Koontz + Aleczek


Po przeczytaniu „Przepowiedni” nie mogłam odmówić sobie przyjemności sięgnięcia po kolejną książkę Deana Koontza. Tym razem była to, wydana przez wydawnictwo Prószyński i S-ka, „Twarz”. Tak jak poprzednio – nie rozczarowałam się.

Książka ta jest thrillerem. Zawiera elementy fantastyczne, które stwarzają niekiedy nastrój horroru. Częste zmiany akcji, wątków, budują napięcie. Bo co najbardziej uwielbiamy w thrillerach? To, że w momencie, kiedy napięcie rośnie i powoli sięga zenitu, a my czekamy na jakieś ważne wydarzenie, nagle kończy się rozdział i przechodzimy do innego wątku ;)

Podczas lektury mamy okazję przyjrzeć się życiu wielkiego gwiazdora filmowego Channinga Manheima, znanego również jako Twarz. Zaangażowany w charakterze szefa ochrony były śledczy Ethan Truman ma za zadanie rozwiązać zagadkę czarnych pudełek z nietypową zawartością, które od pewnego czasu dostarczane są przez tajemniczego dostawcę do domu Manheima. Kilka dni przed wigilią Bożego Narodzenia do ogromnego pałacu gwiazdora trafia ostatnia przesyłka – jabłko, w którego środku tkwi oko. Dopiero do tego podarunku dołączona zostaje wiadomość. Jednak jej treść jest równie zagadkowa, jak na pierwszy rzut oka nie związane ze sobą prezenty.

Wbrew pozorom, w powieści głównej roli nie odgrywa sam Manheim. Pojawia się on niewiele razy. Akcja zaś toczy się wokół Ethana, jego przeszłości, a także wokół dziesięcioletniego Frica, syna wielkiego aktora.

Fric, jako dziecko dwóch sław światowych, żyje w pełnym luksusie. Ma własny apartament, służba spełnia wszystkie jego zachcianki. Jednak Fric nie chce takiego życia. Nie posiada przyjaciela, któremu mógłby się wyżalić, z którym mógłby porozmawiać… Jego ojciec wciąż wyjeżdża, a w gazetach czyta, jak jego matka, tak naprawdę nieobecna w jego życiu, opowiada o tym, jak opiekuje się swoim synem. Dopiero w momencie, kiedy chłopiec poznaje Ethana, zaczyna odkrywać, kto to jest prawdziwy przyjaciel. Koontz w swojej powieści pokazuje czytelnikom, że życie w luksusie nie zawsze jest tak komfortowe, jakim się wydaje. Ukazuje sylwetkę dziecka, które wyjątkowo dojrzałe jak na swój wiek, pomimo takich wygód jak służba, wielu opiekunów, tak naprawdę musi troszczyć się samo o siebie. Myślę, że daje do zrozumienia, jak mało czasem ludzie wiedzą o własnych dzieciach oraz, że sami są temu winni, gdyż nie potrafią się nimi odpowiednio zaopiekować.

Historia Ethana wzbudza w czytelniku empatię. Dowiadujemy się, że kilka lat wcześniej zmarła jego ukochana, a przyjaciel Dunny od wielu lat jest w śpiączce. Na kartach książki Dunny umiera, ale w rzeczywistości wciąż jest obecny w życiu Ethana w nieco pozaziemskiej postaci.

Podsumowując, książka jest naprawdę godna polecenia, gdyż pokazuje życie z innej perspektywy niż ta, z którą mamy styczność na co dzień. W lekturze spotkamy się też z nietypowym, ponadczasowym ujęciem śmierci. Każdy człowiek ma swojego pozaziemskiego opiekuna, o którym często nie wie. Czy jednak warto poznać prawdę ryzykując tym samym swoje życie i życie najbliższych?



_____________
Pozostaje nam ostatni miesiąc w tym roku. Wraz z nim pojawił się śnieg. Nieustanny paraliż ulic w centrum miasta utrudnia dojazdy i zabiera mnóstwo czasu. Gdyby była jeszcze ładna pogoda, można by spożytkować czas na oddawanie się tej magicznej przyjemności, jaką jest czytanie książki. Ale jak czytać książkę, kiedy w nawet najcieplejszych rękawiczkach mróz odbiera władanie w rękach?

Już niedługo pierwszy stosik. Tylko trzeba go ułożyć, zrobić zdjęcie, przesłać... masa roboty... ;P 
Ale będzie. Na pewno!

I specjalne pozdrowienia od Aleczka!
Jego minka na tym zdjęciu cudownie oddaje mój nastrój w ciepłym domku, w ciepłym ubranku, z ciepłą herbatką w kubeczku, ciepłym pieskiem u boku i ciepłą... chociaż nie: ciekawą książeczką w ręce.


18 listopada 2010

Przepowiednia - Dean Koontz

"Przepowiednia" była dla mnie bardzo przyjemnym powitaniem z twórczością Deana Koontza, autora niezliczonych thrillerów, horrorów i kryminałów.
Powitaniem - dlatego, że nie została ona jedyną przeczytaną przeze mnie książką tego genialnego pisarza.
Natomiast dlaczego przyjemnym? Tutaj wiele trzeba wymienić...

Przede wszystkim należy zwrócić uwagę na niebanalną fabułę. Treść utworu mówi nam o mężczyźnie, któremu w chwili narodzin, umierający dziadek (prócz wady stóp, dokładnej miary i wagi etc.) wyznaczył pięć ważnych dat. Pięć dat najstraszniejszych dni jego życia. Wraz z momentem narodzin Jimmy'ego dziadek umiera. Koontz przedstawia nam koleje życia mężczyzny ze szczególnym uwzględnieniem tych właśnie koszmarnych dni.

Zakończenie powieści nawiązuje to jej początku, ale więcej szczegółów znajdziecie tylko w lekturze ;)

To co w występuje w utworach Deana Koontza, a rzadko pojawia się w książkach innych pisarzy to niezwykle swobodne podejście do pisania w obszernym tego słowa znaczeniu. Język książki jest zwyczajny (co nie oznacza tutaj - potoczny). Autor doskonale rozplanował fabułę w czasie. Pomimo iż opisane są tylko konkretne momenty z życia bohatera ich akcja płynie takim tempem, że wystarczy przeczytać jedną stronę nowego rozdziału, a już się jest wbitym w ten niezwykle regularny rytm. Wszystkiego jest tyle, ile należy. Nie za mało i nie za dużo.

Rozmowy między bohaterami są też bardzo neutralne. I to także jest ogromną zaletą twórczości Koontza. Czytelnik czuje się, jakby uczestniczył w toczących się na kartkach książki dialogach.

"Przepowiednia" to jedna z najlepszych książek, jakie przeczytałam. Wyzwala ona różne emocje, pozwala na przeniesienie się w miejsce i czas akcji oraz przeżywanie wydarzeń tak, jakby było się ich uczestnikiem. Książka cały czas trzyma w napięciu, występują zwroty akcji, ale wszystko jest przedstawione w bardzo zrozumiały sposób - zero zagmatwania.

Autor, za pomocą postaci głównego bohatera, Jimmy'ego, przedstawia nam życie w ciągłym strachu. Dzięki tej lekturze zauważamy, że niebezpieczeństwo może czyhać z każdej, nawet najmniej spodziewanej strony. Koontz udowadnia, że nic nie jest do przewidzenia, a pewne rzeczy po prostu muszą się wydarzyć, bez względu na to, jakie podejmiemy kroki, aby zniwelować zagrożenie.

Podsumowując, mogę jedynie ogromnie, szczerze i z całego serca podziękować panu Deanowi za to, co robi dla literatury świata. Za dawanie tylu przyjemności przy czytaniu Pańskich dzieł, za możliwość uczestniczenia w nich, za lekkość pióra, za wzbudzanie tylu emocji przy lekturze, za niezwykłość, oryginalność i niepowtarzalność, niezmiernie DZIĘKUJĘ!!!

Myślę, że w tych podziękowaniach zawiera się to wszystko, co chciałabym wam właśnie przekazać :-)

_____________


Jeszcze chcę WAM serdecznie podziękować za to, że czytacie mojego bloga i tak chętnie komentujecie. Dziękuję za pomoc w jego rozwoju. I wiedzcie, że was wszystkich naprawdę bardzo lubię :-)



.

13 listopada 2010

Biała wieża - Ola Bocheńska




Opis z okładki:
Młoda lekarka, Marina Błajet, choć świetnie radzi sobie z ratowaniem życia innych ludzi, nie bardzo wie, co zrobić ze swoim własnym. Wszystko się jednak zmienia, gdy spotyka malarza Vitto Morgensena, który twierdzi, że odwiedzała go w snach, nim spotkali się na jawie. Sprawa wydaje się przesądzona, bohaterowie skazani na romantyczne uczucie, ale stara prawda, że nic nie jest takie, jakim się wydaje, sprawdza się i w tej historii. Czy szalona miłość to w ogóle miłość? Kto kłamie i czy może lepiej nie wiedzieć, skoro nie zawsze można ufać temu, co widzą nasze własne oczy? Pełna humoru i autoironii opowieść o niezwykłym uczuciu dwojga ludzi, którzy muszą uwierzyć, że duchy, by podróżować, nie potrzebują tanich linii lotniczych, a wymiar umownie zwany rzeczywistym i świat snu są sobie bliższe, niż nam się wydaje.


Moja recenzja:

A więc dzisiejsza recenzja będzie raczej krótka, bo szczerze przyznaję, że nie ma co za wiele pisać o "Białej wieży".
Kiedy w zeszłym tygodniu udałam się do biblioteki na łowy, wypożyczyłam kilka sensacji, kryminałów... i myślałam jeszcze o jakiejś lekkiej, przyjemnej książce. Chodziłam po tej bibliotece i chodziłam, aż natrafiłam na tę właśnie pozycję. Z opisu wydawało mi się, że to jest to, czego szukam, ale przyznaję, rozczarowałam się.
Owszem, historia zawarta w książce jest dosyć banalna i w zasadzie tego chciałam - banalnej historyjki, bo na to miałam ochotę. A tym czasem natrafiłam na płytką miłość, gdzie dwoje ludzi przez chwilę świata poza sobą nie widzi, później pojawia się kobieta w ciąży, która niszczy ich szczęście. Następnie przez tydzień się do siebie nie odzywają, aż w końcu okazuje się (kreatywne to nie było), że kobieta jest w ciąży z bratem Vitto, a zaistniała sytuacja była wielkim nieporozumieniem. Koniec końców, Marina i Vitto godzą się i żyją długo i szczęśliwie.
To wszystko jeszcze nie jest takie złe, gdyby nie to, że fabuła jest przedstawiona w nieco nudny sposób.
Dla zasady starałam się czytać wszystko, nie omijając żadnych stron. Ale wytrzymałam w ten sposób tylko do połowy książki. W drugiej połowie opuszczałam kilkustronowe opisy przedpołudnia Mariny, tego jak wstaje, szczotkuje zęby, zastanawia się co ubrać i niemalże opisuje skład płatków śniadaniowych, które jadła kilka minut wcześniej. Od czasu kłótni z Vitto, Marina non stop zastanawia się co dalej, co ma robić, jak postępować, czy dzwonić, czy nie, czy się odezwać, czy czekać aż on to zrobi, czy w ogóle się jeszcze kiedyś odezwie, czy będą mieli szanse na szczęśliwe życie, czy to już koniec, czy jest jeszcze nadzieja, i tak w kółko...
Czytając w opisie o duchach latających tanimi samolotami i tajemniczych snach spodziewałam się czegoś unikalnego, niezwykłego, oryginalnego, a tym czasem okazało się, że jedynym nawiązaniem do tych ponadczasowych aspektów, był fakt, że głównym bohaterom śniły się w jednym czasie te same sny.

To jest tylko i wyłącznie moja subiektywna ocena, ale jeśli ktoś poszukuje właśnie prostej, przyjemnej wciągającej powieści, to zdecydowanie odradzam Białą wieżę, gdyż przy tej książce ja sama zmęczyłam się bardziej niż wypoczęłam. Chociaż przyznaję, były i ciekawe fragmenty, ale szczerze mówiąc zbyt wiele ich nie było.

Cóż, takie życie.
Nie do końca orientuję się, czy Ola Bocheńska napisała jeszcze jakąś książkę, ale nawet jeśli, to raczej po nią nie sięgnę.
________________

Pozdrawiam :)

6 listopada 2010

Seria Niefortunnych Zdarzeń - Lemony Snicket - książka dla dzieci czy dla dorosłych?


Seria:
1. Przykry początek
2. Gabinet gadów
3. Ogromne okno
4. Tartak tortur
5. Akademia antypatii
6. Winda widmo
7. Wredna wioska
8. Szkodliwy szpital
9. Krwiożerczy karnawał
10. Zjezdne zbocze
11. Groźna grota
12. Przedostatnia pułapka
13. Koniec końców

Moja recenzja:
Seria niefortunnych zdarzeń często klasyfikowana jest jako literatura dziecięca. "Niesamowity horror dla dzieci" - możemy przeczytać w wielu recenzjach. Owszem, książka opowiada o trójce dzieci, z których najstarsza Wioletka ma 14 lat, a najmłodsze Słoneczko dopiero uczy się mówić. Język jest prosty, aby dotrzeć do najmłodszych czytelników. Częste wtrącenia autora, jego tłumaczenia trudnych słów włączone w treść utworu pomagają im w zrozumieniu czytanego tekstu.
Rodzeństwo Baudelaire (Wioletkę, Klausa i Słoneczko) poznajemy w momencie, kiedy dowiadują się oni o pożarze ich wielkiego domu i śmierci rodziców.Wtedy ich dotychczasowe życie legnie w gruzach. Trafiają pod opiekę krewnego hrabiego Olafa, który traktuje je bardzo surowo i wciąż czyha na wielki majątek, który jest mu powierzony do czasu osiągnięcia pełnoletności przez Wioletkę. Z czasem, mimo jego oszustw, ludzie przekonują się o jego podłym charakterze. W kolejnych tomach hrabia Olaf posuwa się do coraz groźniejszych czynów. Kradnie, podszywa się, podpala i zabija. Nie szanuje życia innych ludzi.
Fabuła "Serii niefortunnych zdarzeń" ma też sens przenośny. Dzieci widzą w tej historii faktycznie horror, natomiast ludzie bardziej dojrzali, dorośli, z pewnością odkryją jej przekaz o życiu, jego sensie, a szczególnie brutalności. Przykład hrabiego Olafa, który przebiera się za różnych ludzi, wywołując tym samym niekiedy zabawne sytuacje, ilustruje złych ludzi, złodziei, morderców i krzywdzicieli. Z kolei sierotki Baudelaire symbolizują wojowników dobra, walczących o jego zwycięstwo nad złem.
Przez 13 tomów powieści przewija się wiele różnych wątków. Mnie osobiście najbardziej zaciekawił wątek trojaczków Bagiennych. Dwoje z nich początkowo uważa, że trzeci nie żyje, później jednak Quigley odnajduje się i jest szczęśliwy wracając do pozostałej dwójki rodzeństwa. Niestety w ostatnich tomach nie poznajemy już dalszych losów trojaczków, nad czym bardzo ubolewałam.
Narrator, Lemony Snicket, wciąż powtarza, że historia Wioletki, Klausa i Słoneczka nie skończy się szczęśliwie. Kiedy wydaje się, że wszystko już się zaczyna układać, że będzie już dobrze, to właśnie on pozbawia czytelnika nadziei na radosny finał wydarzeń.

Podsumowanie:
Jak więc skończy się historia? Ile osób niesłusznie zginie? Czy w końcu hrabia Olaf zostanie ukarany za swoje złe czyny? I kim jest tajemnicza Beatrycze?
Tego zdradzić nie mogę, ale z pewnością polecam tą książkę czytelnikom naprawdę każdego pokolenia, gdyż zmienia ona pogląd na świat, ukazuje to, czego na co dzień często nie dostrzegamy.
Ja przeczytałam tą serię około roku temu, a mimo to cieszę się, że poznałam tą historię, gdyż od samego początku mogłam spoglądać na nią z perspektywy dojrzalszego człowieka. Nie uważam, żeby był to czas stracony na banalną książkę dla dzieci, gdyż "Seria..." nią właśnie nie jest.
I jestem pewna, że jeszcze nie raz sięgnę po lekturę tej niezwykłej i fascynującej powieści.

                 

Zapraszam do odwiedzania i komentowania :)
Pozdrowienia

19 października 2010

Kroniki Jakuba Wędrowycza - Andrzej Pilipiuk



Opis z okładki:
Poszukiwany: Jakub Wędrowycz
Urodzony: ok. 1900 roku, gdzie – brak danych
Wykształcenie: najwyżej trzy klasy szkoły gminnej jeszcze za cara
Zamieszkały: Stary Majdan, gm. Wojsławice
Zawód: pasożyt społeczny
Każdego, kto zna miejsce jego pobytu wzywa się do zawiadomienia organów.

Moja recenzja:
Jak sama nazwa wskazuje akcja toczy się wokół niejakiego Jakuba Wędrowycza. Jest to bardzo specyficzna postać, która tak naprawdę nadaje charakter książce Andrzeja Pilipiuka. W zbiorze opowiadań dużą rolę odgrywają też koledzy Wędrowycza, którzy tak samo jak on są weteranami wojennymi. Ponieważ czas narodzin Jakuba przypada na 1990 rok, czyli początek XX wieku, w jego życiu dane mu było zmierzyć się z polską rzeczywistością PRL-u, a także sytuacją międzywojenną oraz odbudową państwa po obu wojnach.
Wojsławice, czyli główne miejsce akcji, są jednak wsią zapomnianą przez świat, gdzie cywilizacja miejska jeszcze nie dotarła. Nawet ksiądz, który przybył do parafii, został tam wysłany na skazanie.
Wracając do samej postaci Wędrowycza, poza śladami odciśniętymi na jego osobowości przez wojnę, czyli mową nieco wschodnią, pałaniem nienawiścią do Niemców, Jakub jest przede wszystkim zagorzałym zwolennikiem alkoholu w każdej postaci. W piwnicy, jak niemal każdy mieszkaniec Wojsławic, pędzi bimber oraz często udaje się do gospody, aby popić sobie w towarzystwie najlepszych przyjaciół.
Jakub, mimo nieco podeszłego wieku nadal wykonuje swój nieformalny zawód egzorcysty amatora i choć mało kto oficjalnie wierzy w jego zasługi, to nawet kościół korzysta z jego pomocy nie mogąc sobie poradzić z siłami zła.
Klimat, w jakim została napisana ta książka jest bardzo oryginalny. Jej pomysł jest świeży, nie powtarzają się motywy z innych fantastycznych książek. "Kroniki Jakuba Wędrowycza" są dowodem na to że współczesna, a w szczególności polska fantastyka, może być naprawdę wyśmienitym gatunkiem literackim, pod warunkiem, że podejdzie się do pracy nad powieścią w tak odpowiedzialny sposób, jak wykonał to Andrzej Pilipiuk. Przy tworzeniu zachował on jednak także lekkość pióra, a język, w którym książka jest napisana, jest na tyle prosty, aby dotrzeć do każdego.

Komu polecam?
Polecam wszystkim, którzy lubią dobry humor. Ta książka pozwala odkryć prawdziwą stronę polskiej fantastyki. Moja ocena to 8/10.

3 października 2010

Misja SZCZENIAK. Pozdrowienia z Bagdadu - ppłk Jay Kopelmann, Melinda Roth


Opis z okładki:
Misja SZCZENIAK to poruszająca opowieść ukazująca zmagania żołnierzy piechoty morskiej USA w Iraku. To autentyczna historia pisana przez uczestników tych wydarzeń, w której na tle przerażających walk z rebeliantami pojawia się wątek zupełnie z innego świata. Wśród okrucieństwa i przemocy nagle niezwykle ważna staje się batalia o ocalenie małej istoty - znalezionego w gruzach szczeniaka. Wielkie zaangażowanie żołnierzy i działanie wbrew wojskowym przepisom świadczą o ludzkiej wrażliwości autora w jego towarzyszy. Książka ta jest świadectwem, że nawet w najcięższych sytuacjach człowiek pozostaje człowiekiem i że najdrobniejszy akcent z innego świata może dać siłę i wiarę w przetrwanie. Szczeniak o imieniu Lava podarował je żołnierzom.

Moja recenzja:
Książkę tą przeczytałam do tej pory dwa razy. I mogę powiedzieć, że spodziewałam się czegoś innego po tej książce. Owszem, historia jest bardzo wzruszająca. Ale uważam że na genialnym pomyśle trochę to przystanęło. Rozumiem, że dla żołnierza, który żyjąc w ciężkich warunkach w Iraku, napisanie książki jest nie lada wyzwaniem, ale miejscami książka była trochę nużąca.
Wydarzenia są napisane w formie listu do Melindy Roth, jednak zwroty do niej są tak rzadkie, że opowieść w zasadzie przyjmuje postać pamiętnika. Opisane wydarzenia dotyczą nie tylko losów ukrywanego szczeniaka o imieniu Lava, ale przedstawiają też realia świata wojny. Kto potrafił by tak dobrze przedstawić ten "inny świat" tak realnie, jak zrobił to pułkownik będący tam na służbie? Przejmujące opisy nalotów, ataków oraz bitew, wzruszające obrazy, które pozostają na długie chwile w umyśle pokazują jak bardzo nie doceniamy tego co daje nam życie.
Miłość jaką szczeniak obdarował żołnierzy rzuca nowe światło na to, jak wielką rolę w życiu człowieka pełnić może czworonożny przyjaciel. To on uczy nas radości i daje nam przyjaźń. Uczy wiary i odpowiedzialności. Przykład Lavy pokazuje, że nie należy myśleć wyłącznie o sobie, ale myśleć także o innych. Daje do zrozumienia, że każdy zasługuje na szansę.
Książka uczy życia oraz pokazuje że nie wszystko należy oceniać po pozorach.
Osobiście kupiłam tą książkę ze względu na moje zainteresowanie psami. Ogólnie podobała mi się, ale nie ujęła mnie tak jak przykładowo "Marley i ja". Moim zdaniem opisy starań o transport Lavy z Iraku (rozumiem tu wszelkiego rodzaju wizyty w urzędach, maile, telefony i starania o załatwianie paszportu dla psa - mnóstwo tego było...) można by zastąpić opisami spędzania czasu z psem, jego zachowań i opieki nad nim. Wtedy książka byłaby zdecydowanie ciekawsza. Ale powtarzam, że ogólnie jest dobra.
I na koniec dodam, że z opisów Lava wydaje się być naprawdę sympatycznym psiakiem:-)

Komu polecam?
Polecam głównie pasjonatom zwierząt (w kontekście fabularnym) a także ludziom interesującym się wojną. Kategoria wiekowa tutaj nie gra roli :)

18 września 2010

Kuzynki - Andrzej Pilipiuk




Opis z okładki:
Młoda kobieta niespodziewanie odkrywa tajemnicę rodzinną. Kuzynka jest niezwykle podobna do prababki, której portret wisi w muzeum. Zbieg okoliczności? Dlaczego kobieta wyglądająca na dwadzieścia lat ma tak bogate doświadczenie, a o carskiej rosji mówi jak o dniu wczorajszym? Czy tynktura długowieczności mistrza Sędziwoja jest tylko legendą?
Pojawia się młoda dziewczyna, nastolatka uciekająca od wojny na Bałkanach. Czy tylko? Czy zbieżność z podobizną na monecie bizantyjskiej jest przypadkowa? Dlaczego w Bośni znów odżyły legendy o wampirach?
Andrzej Pilipiuk w niezwykle frapującej powieści odwołuje się do mitów słowiańskich. Historyczne wątki niepostrzeżenie łączy wciągającą i ciekawą fabułą. Doskonała lekkość pióra.

Moja recenzja:
Książki tej nie wybrałam sobie sama według mojej ścisłej klasyfikacji ( :-) ) ale dostałam ją do ręki i już sama okładka mi się spodobała. Jest ona bardzo osobliwa. Portret przedstawionej kobiety wykonany w 'sepii' od razu zapowiedział jakieś tajemnicze historie. Jedna z głównych bohaterek, Kasia w ciekawy sposób odkrywa kim tak naprawdę jest jej kuzynka Stanisława. Łączy je przyjaźń i stare więzi rodzinne. Poznają Monikę, która okazuje się być równie tajemniczą osobą co Stanisława. Młode kobiety muszą ukrywać swoje sekrety (których tu nie zdradzę, bo wtedy nie byłoby przyjemności przy czytaniu tej książki), aby móc normalnie żyć w społeczeństwie.
Jako że książkę tą czytałam już ponad półtora roku temu, to nie do końca pamiętam, które wydarzenia miały miejsce w pierwszym tomie "Kuzynki", a które w następnych: "Księżniczka" i "Dziedziczki". Wiem i chętnie się podzielę moją opinią, że wszystkie tomy są ciekawie napisane.
Styl książki bardzo mi odpowiadał. Pomimo iż akcja toczy się we współczesnym Krakowie, wiele wydarzeń miało charakter starodawny.
Spośród trzech głównych bohaterek, które wszystkie są młode wiekiem (lecz nie wszystkie tak naprawdę mają tyle lat ile podają) najbardziej utożsamiałam się z Katarzyną, gdyż to ona była jedyną z kuzynek, która żyła we współczesnych sobie czasach, nie znając żadnych postaci z legend, do czasu, aż nie spotkała Stanisławy. Po tym także było mi najłatwiej postawić się w jej sytuacji.
Wszystkie trzy kuzynki (fakt faktem, że Monika nie była spokrewniona z Kasią ani Stasią) wydały mi się bardzo sympatyczne.
Kiedy przeczytałam "Kuzynki" natychmiast wzięłam do ręki "Księżniczkę", a zaraz po tym "Dziedziczki". Przeczytałam je jednym tchem. Chodziłam z tymi książkami wszędzie. Czytałam w autobusie, a nawet na przystanku, jadłam obiad z książką na stole (co zdarza mi się naprawdę rzadko), i rezygnowałam z wielu rzeczy, które robiłam na co dzień, aby tylko móc dowiedzieć się jak się dalej potoczyły losy moich ulubionych bohaterek.

Komu polecam?
Polecam przede wszystkim młodym czytelnikom. Książka naprawdę jest wciągająca i niesamowicie ciekawa. Przeczytajcie i przekonajcie się! ;-) 

1 września 2010

Sen - Lisa McMann


Opis z okładki:
Mroczny paranormalny dar i miłość dwojga nastolatków w pierwszej powieści bestsellerowej lirycznej i wywołującej dreszcz grozy trylogii.
Siedemnastoletnia Janie widzi cudze sny. Wciągana w nie wbrew własnej woli, staje się przymusowym świadkiem rozgrywających się w nich wydarzeń.
Pewnego dnia do klasy przychodzi nowy chłopak... który potrafi kontrolować sny. Ale nawet on może okazać się bezradny, gdy Janie trafi w środek koszmaru. Po raz pierwszy jest kimś więcej niż obserwatorką czyichś makabrycznych fantazji. Jest ich uczestniczką...

Moja recenzja:
Książka należy poniekąd do nigdzie niesprecyzowanej, ale nieoficjalnie istniejącej serii książek o wampirach. Jednak nie ma w niej jakiegokolwiek wątku wampirycznego. Główna bohaterka, posiada zdolność podglądania ludzkich snów. Brzmi to może nieco fantastycznie, ale tak naprawdę cała akcja jest opisana w bardzo realny sposób. Zarówno Janie, jak i Cabel sprawiają wrażenie bardzo sympatycznych. Od razu polubiłam tych bohaterów. Oboje wykorzystują swoje dary w dobrych celach. Dlatego są pozytywnymi postaciami.
Ponieważ większość książek jest pisana w czasie przeszłym, początkowo trudno było mi się przyzwyczaić do czasu teraźniejszego. Jednak po krótkim czasie tak wbiłam się w rytm, że całkowicie o tym zapomniałam. Aż później nie mogłam się z powrotem przestawić na czas przeszły.
Książka jest bardzo ciekawa, wartko płynie akcja. Aż żałuję, że tak szybko się skończyła. Na szczęście są jeszcze kolejne tomy:)

Komu polecam?
"Sen" polecam głównie młodzieży, gdyż jest to powieść o nastolatkach, napisana w młodzieżowym stylu. Nie tylko dla fanów sagi "Zmierzchu" i tym podobnych książek, gdyż zawiera zupełnie inne wątki niż "Zmierzch". Mnie się bardzo podobała, dlatego gorąco polecam!